KAZIMIERZ LUDWIK „RYGIEL” POGORZELSKI (1916 – 1944)

 

Dla porucznika Kazimierza „Rygla” Pogorzelskiego powstanie warszawskie rozpoczęło się już 28 lipca 1944 roku, kiedy z rozkazu dowódcy I Obwodu Śródmieście podpułkownika „Radwana” (Edward F. Pfeiffer), opanował, wraz ze swoimi żołnierzami z plutonu Oddziału Dywersji Bojowej 3, nocny lokal przy ulicy Jasnej, rozbrajając goszczących tam oficerów niemieckich.

ODB-3, którym dowodził por. „Rygiel”, wchodził w skład oddziałów osłonowych sztabu płk. „Radwana’. Ich zadaniem było zajęcie narożnych i wysokich budynków na placu Dąbrowskiego, Małachowskiego, Mazowieckiej, Jasnej i Świętokrzyskiej. Planowano odbicie z rąk niemieckich budynku Dyrekcji Gazowni i Arbeitsamtu przy ul. Kredytowej. Budynek Zachęty, kościół ewangeliczno-augsburski na pl. Małachowskiego i część ul. Królewskiej obsadzały plutony żandarmerii niemieckiej. Dzielnicę rządową przy placu Piłsudskiego ochraniały oddziały Wachtregiment Warschau.

Oddział por. „Rygla” Pogorzelskiego był najbardziej doświadczony i najlepiej uzbrojony spośród oddziałów warszawskiego Kedywu. Przed wybuchem powstania otrzymał numer 1147. Czterdziestu sześciu żołnierzy z drużyną łączniczek i kobiecym patrolem sanitarnym uzbrojonych było w 10 pistoletów maszynowych z czterema magazynkami, około 90 pistoletów i rewolwerów, 320 granatów, materiały wybuchowe, siekiery, liny itp. Dysponowali dwoma samochodami. Pozostałe oddziały posiadały uzbrojenie wystarczające najwyżej na kilka minut walki. Broń i amunicję miały zdobyć na uzbrojonych „po zęby” batalionach żandarmerii, Wermachtu i SS.

 

Kwatera ODB-3, stanowiącego oddział osłonowy sztabu, mieściła się w siedzibie Rady Głównej Opiekuńczej przy placu Dąbrowskiego 2/4, która była też kwaterą dowódcy I Obwodu Śródmieście, ppłk. Edwarda „Radwana” Pfeiffera. Zgodnie z planem opanowania Śródmieścia pluton dywersji bojowej DB-3 por. Kazimierza „Rygla” Pogorzelskiego miał zabezpieczyć kwartał między ulicami Mazowiecką, Kredytową, placem Dąbrowskiego i podwórkami sięgającymi kamienic przy placu Napoleona. Już od godziny pietnastej 1-go sierpnia pluton „Rygla” patrolowal wyznaczony kwartał. Od 15.30 bramy domów po nieparzystej stronie ulicy Mazowieckiej (5, 7, 9) oraz bramę Mazowiecka 4 obstawili żołnierze por. „Rygla” z drużyny pod dowództwem sierżanta podchorążego „Lota”. W bramie domu przy Mazowieckiej 11, gdzie mieścila się restauracja „Fregata” stał kapral „Mały”, po ulicy krążyli podkomendni podchorążych „Wilka” (Andrzej Wołk-Łaniewski) i „Robaka” (Janusz Ogrodowczyk). Nagle o godzinie 15.45, czyli na 75 minut przed godziną „W”, od strony ulicy Mazowieckiej padły strzały. Okazało się, że to patrol niemieckich lotników zaczepił patrol „ryglowców”, wywiązała się strzelanina. Jeden z lotników wbiegł do bramy prosto pod lufę kaprala „Huka” i zginął na miejscu. Do sześciu lotników niemieckich dołączył patrol żandarmerii w sile 8 ludzi, który usadowił się w „Ziemiańskiej”. Potyczka trwała nadal, zginęło w niej kilku żołnierzy oddziału „Rygla”. Miedzy godziną 17 i 18 ulicą Mazowiecką kilkakrotnie przejechał czołg niemiecki. Dopiero kiedy obrzucono go butelkami zapalającymi przestał się pojawiać. Por. „Rygiel” po ustalił z podkomendnymi ich zadania, a nastepnie wycofał się z ulicy Mazowieckiej, by zameldować dowódcy pułkownikowi „Radwanowi” o sytuacji na tej ulicy i sprawdzić odcinek od placu Dąbrowskiego. Wraz z patrolem podchorążego „Wojciechowskiego” (Wojciech Rostafiński) mieli przebić się przez ogródek restauracji „Batawia’ do podchorążego „Lota”, który obsadzał wylot Mazowieckiej na plac Napoleona. Według relacji ppor. „Ryskiego” (Leopold Kummant), zastępcy i przyjaciela Kazimierza Ludwika Pogorzelskiego, zaplanował on, ze oddział por. „Bohuna’(Jan Martynkin)  opanuje Arbaitsamt (przed wojną Ziemskie Towarzystwo Kredytowe, dzisiaj Muzeum Etnograficzne), a oddział „Ryskiego” sąsiadujący z nim budynek Dyrekcji Gazowni przy ul. Kredytowej 3. . W tym czasie, a było to ciągle przed godziną „W”, porucznik „Rygiel” przerąbywał się, w dosłownym sensie tego słowa, za pomocą siekier i saperek, podwórkami na zapleczu Mazowieckiej do ogrodków „Batawii” i kawiarni „Aktorek” na Mazowieckiej 5. Około 16.40 „ryglowcy” weszli do „Batawii” i marzyli o tym aby wytrzymac tam do 17-tej, kiedy powstanie zacznie się w całym mieście i zaabsorbuje Niemcow, odciążając odcinek ulicy Mazowieckiej. Kończy się amunicja. „Rygiel” wydaje rozkaz robienia barykad i umocnień w oknach. Wśród mieszkańców wybucha entuzjazm. Kawiarnia „Aktorek” zostaje zamieniona na lazaret, który organizuje Krystyna Zelwerowicz.

 

Około godziny osiemnastej w Warszawie rozpadał się deszcz. Urząd Pracy (Arbeitsam) był ciągle jeszcze w rękach nieprzyjaciela. Trwały walki. Kredytową 3 obsadzali już żołnierze oddziału „Rygla’ z por. „Ryskim”. Nie słyszeli oni komunikatu, który o 20.15 rozległ się z megafonów: „Achtung. Zarządzam stan oblężenia w mieście Warszawa.....”. „Rygiel” przebywa wtedy w budynku Gazowni. Przyłącza się do niego oddział podchorążego „Stanisławskiego” (Lucjan Kindlein) z Narodowej Organizacji Wojskowej na co wyraża zgodę „Radwan”, któremu bezpośrednio podlega ODB-3, będący plutonem osłonowym dowódcy Obwodu I Śródmieście. Około godziny 21, na dworze jest już szaro, do „Rygla”, kwaterującego z połową plutonu w budynku Wendego, usytuowanym w podwórku pomiędzy placem Dąbrowskiego a Mazowiecką 11, przychodzi łącznik od „Radwana” z poleceniem wystawienia dwóch patroli oficerskich. Jeden Marszałkowską do Ogrodu Saskiego, drugi Marszałkowską do Sienkiewicza. Ten pierwszy prowadzi z pięcioma ochotnikami „Rygiel”, drugi „Ryski”. Na kwaterze pozostaje ppor. „Stefan” (Władysław Siła-Nowicki). Patrole wracają z olbrzymią zdobyczą, którą jest wóz konny ciągniony przez wycieńczoną szkapę wypełniony skrzyniami z amunicją i bronią, granatnikiem i radiostacją. Kolację tego dnia przygotowuje personel kawiarni „Aktorek” gdzie przychodzą kolejne oddziały. Tej nocy nikt nie śpi.

 

Trwają nieudane próby opanowania Arbeitsamtu przez żołnierzy 2.kompanii. W tej sytuacji „Radwan” wydaje rozkaz „Ryglowi”: „Zająć obiekt !”. „Rygiel” idzie do por. „Bohuna” zapoznać się z sytuacją. „Bohun” utrzymuje przyczółek na podwórku Gazowni w dwupiętrowej oficynie, skąd próbuje atakować budynek. Niemcy przechodzą piwnicami pod bramę oficyny, zabijają dozorcę i ranią sześciu żołnierzy „Bohuna”. „Rygiel” dochodzi do wniosku, że Niemcy są dobrze uzbrojeni, ale jest ich niewielu, bo w przeciwnym razie już dawno by atakowali. Poleca, aby jeden nieliczny patrol poszedl piwnicami, a drugi na wezwanie ma przeskoczyć przez podwórze i przez okno dostać się do środka skrzydła budynku z bankiem Thiemego od strony ulicy Mazowieckiej. Zbliżała się północ 1-go siepnia. „Rygiel” znajduje zołnierza, który zna rozklad budynku Arbeitsamtu i z patrolem „Huka” wchodzą do piwnic. „Ryski” z patrolem „Wojciechowskiego” (Wojciecha Rostafińskiego) leży w bramie i czeka na sygnał. Okna na wprost na parterze są oświetlone, ale nie widać w nich ruchu. Zanim to nastąpiło, „Rygiel” zrobił zbiórkę swojego plutonu 1147, oraz przydzielonych mu żołnierzy z plutonów 101 i 116. Trzydziestu żołnierzy podzielił na dwie grupy. Z większą zszedł do piwnic. Zgasło światło, więc szli po ciemku. Natknęli się na drzwi, które na rozkaz „Rygla” rozwalili łomami.. Przeszli do głównego holu. W ciemnościach przepuścili obok siebie kilkunastu żołnierzy niemieckich, którzy otworzyli drzwi wejściowe i wyszli na zewnątrz. „Rygiel” zamknął za nimi drzwi na zasuwę. Po chwili spotkali grupę „Ryskiego”. Arbeitsamt był zdobyty. „Rygiel” melduje przybyłemu pułkownikowi „Radwanowi” o zdobyczach bez stat własnych, „Radwan” gratuluje mu błyskawicznego sukcesu. Cała akcja trwała według Leopolda Kumanta nie więcej jak 15 minut. „Ryglowcy” zajęli lewe skrzydło budynku od strony ulicy Mazowieckiej. Rozlokowali się w pokojach z zaścielonymi łóżkami. Częś z nich poóżyła się i natychmiast zasnęła. Kończył się pierwszy dzień powstania.

 

Nastawał świt 2 sierpnia 1944 roku. O 5 rano pod drzwi frontowe Arbeitsamtu podjechała niemiecka ciężarówka ze zgaszonymi światłami. Wrogowie wrócili by zająć ponownie budynek. Przywitały ich strzały i serie z broni maszynowej. Niemcy pozostawili ciężąrówkę i wycofywali się biegiem w stronę ulicy Traugutta. Dwóch lub trzech z nich ukryło się w starym schronie przeciwlotniczym na placu Małachowskiego. Po kilkunastu minutach na plac Małachowskiego wjechał czołg Tygrys i dwa pojazdy pancerne. Rozpoczęło się ostrzeliwanie budynku Arbeitsamtu. Ranny został wtedy porucznik Stefan Siła-Nowicki. Załoga Arbeitsamtu odpiera kilka ataków nieprzyjaciela. Niemcy wycofują się zostawiając kilkanaście trupów. Około godziny dziesiątej porucznik „Rygiel” pyta od niechcenia :” Kto na ochotnika idzie ze mną na wypad ?”. Zgłosili się wszyscy obecni z plutonu 1147. Za swoim porucznikem poszliby wszędzie. „Rygiel” wybiera pięciu. Wychodzą przed budynek. Wyciągają z ciężarówki broń i amunicję. „Rygiel” z „Ryskim” idą w kierunku placu Piłsudskiego rozeznać sytuację. Przy budce z papierosami koło pałcu Kronenberga mijają, leżącego tam od porannej strzelaniny, nieruchomego cywila. Idąc wzdłuż ściany pałacu wyglądają na plac Piłsudskiego. Kręcą się po nim niemieccy żołnierze i oficerowie, stoją czołgi i samochody. Wracając do Arbeitsamtu słyszą za plecami wołanie o pomoc: „Ratunku !”. Uważany za nieboszczyka cywil, klęczy opierając się o ścianę. Porucznik „Rygiel” nie namyślając się oddaje pistolet koledze i robi kilka kroków w kierunku rannego. Ze schronu przeciwlotniczego przecinającego w poprzek plac Małachowskiego od kościoła do wylotu Traugutta pada strzał. Kazimierz Pogorzelski bezwładnie osuwa się na ziemię. Ranny „Ryski” woła do przyjaciela  Kazik! Kazik!”. Na środku czoła leżącego „Rygla” pojawia się plama krwi. „Rygiel” porusza jeszcze ustami, jakby chciał coś powiedzieć. Nie można już mu pomóc. Dopiero o zmierzchu udało się jego żołnierzom zabrać ciało do Arbeitsamtu. W oknach od frontu Arbeitsamtu posterunki czuwały całą noc, aby zabójcy porucznika „Rygla”, zamknięci jak w pułapce w schronie przeciwlotniczym, nie wymknęli się. Dwóch, którzy tego próbowali, zastrzelił podchorąży „Piwnicki”. Ostatniego, po wielu próbach, zastrzelił podchorąży „Lucjan”. Schron zamilkł.

 

Pożegnanie komendanta „Rygla” przez jego zołnierzy odbyło się o godzinie piętnastej. Przy trumnie na powstańczym cmentarzu w ogródku kawiarni „Batawia” zebrało się stu powstańców i grupa cywili. Pułkownik „Radwan” żegnał swego najdzielniejszego oficera słowami: Nie żegnam Cię salwą honorową, bo te kule potrzebne są do walki o świętą sprawę, dla której oddałeś swoje młode życie. Wierzymy, że Ty byś tak samo postąpił. Oddajemy hołd majestatowi śmierci żołnierskiej i bohaterstwu przez prezentowanie broni. Cześć Ci bohaterze.”

 

Czterdziestu żołnierzy stoi wyprężonych z bronią gotową do strzału. Nie pada ani jeden strzał. Kule zachowują dla nieprzyjaciela.

 

 

Na zdjęciu obok Matka „Rygla” Anna Pogorzelska z Szyllingów składa kwiaty na pierwszym grobie syna w ogródku „Batawii” na ulicy Mazowieckiej.

„Rygiel” spoczywa obecnie w grobie rodzinnym na warszawskich Powązkach w kwaterze 277.

Por. „Rygiel” został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i awansowany do stopnia kapitana.

Męża i Ojca straciły Irena z Chadajewskich i 3 - letnia Maria.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Opracowano na podstawie: „62 dni bez porucznika Rygla” – Maciej Kledzik Caldra House Limited 1993 oraz „Zgrupowanie AK mjr. Bartkiewicza” – Maciej Kledzik Warszawa 2002

Glowacki Szylling Ryxowie